Dożyć do setki - część 1. Czy wszystkiemu winne są geny?
Każdemu z nas marzy się długie i szczęśliwe życie w zdrowiu w sprawności
do późnej starości. Wiele osób obawia się starości. Starość raczej kojarzy się
z wieloma chorobami które uniemożliwiają nam normalne funkcjonowanie –
demencja, poruszanie na wózku, zmienianie pieluch i upośledzenie umysłowe. Czy
jednak musi tak być? Czy starość musi być taka przytłaczająca? I ile mamy
szans, aby w dzisiejszym świecie w ogóle dożyć do starości, skoro choroby
przewlekłe zaczynają dotykać osoby w coraz młodszym wieku?
Oczywiście – nie musi tak być! To, czy dożyjemy późnej starości zależy w
dużej mierze od nas samych. No dobra.. ale część z was powie: „moja babcia
miała cukrzycę, moja mama ma hashimoto – cóż – takie mam geny”. Zrzucanie winy
na genetykę to dziś problem powszechny. Jest w tym oczywiście część prawdy –
skłonności do wielu chorób są zapisane w naszych genach. Jednak jak się okazało
– same geny niewiele znaczą – dużo ważniejsza jest epigenetyka.. ale zacznijmy
od początku i cofnijmy się kilka lat wstecz…
W
czerwcu 2000 roku dwóch panów zostało naukowymi bohaterami – Francis Collins i
Craig Venter. Obaj panowie prowadzili przez wiele lat zaciętą rywalizację,
której celem było poznanie ludzkiego genomu. 26 czerwca ogłosili, że wstępne
prace dobiegły końca. Nastąpiło gwałtowne zamieszanie i wielkie nadzieję. Bill
Clinton – ówczesny prezydent USA wówczas z wielką ekscytacją ogłosił, że
najpewniej w niedługim czasie zostaną odkryte leki na wszystkie choroby
cywilizacyjne – z rakiem włącznie. Ekscytacja jednak nie trwała zbyt długo i
całe to wydarzenie można porównać do lądowania na księżycu – wielkie WOW, które
nie wniosło nic pożytecznego. Ok. poznaliśmy sekwencję kodu genetycznego
człowieka – dokładną kolejność ułożenia czterech zasad azotowych - adeniny, tyminy, guaniny, cytozyny (A,T,G,C), ale
co z tego?
Bardzo szybko się okazało, że znajomość kodu
nie wystarczy, aby cokolwiek powiedzieć o człowieku. To że mamy takie a takie
geny o niczym nie świadczy – są one ściśle regulowane – włączane i wyłączane,
zmieniane itp. W przeciągu naszego całego życia – od poczęcia aż do śmierci
nasze geny podlegają ciągłym modyfikacjom. Co ciekawe, samych genów mamy
niewiele – około 20 tysięcy – czyli mniej więcej tyle samo co robak nicień i
nieco więcej niż muszka owocowa. Trzy razy więcej genów posiada pospolity chwat
– Rzodkiewnik pospolity. Ilość genów nie świadczy więc w ogóle o złożoności
organizmu. Świadczą o tym możliwości regulacji tych genów.
Nauka zajmująca się regulacją genów to
epigenetyka – czyli wszystko co poza genami. Jest ona znacznie ciekawsza i
potężniejsza niż genetyka. Nasz genom to nie tylko geny (czyli fragmenty DNA
kodujące jakieś białko), to także fragmenty niekodujące, które zawierają
różnego rodzaju promotory – sekwencje regulacyjne do których przyłączają się
różnego rodzaju białka regulatorowe tzw. Czynniki transkrypcyjne, które
decydują o tym, czy dany gen ma się włączyć, powielić, czy wyłączyć. Do tego
część fragmentów DNA może się wyłączać, wędrować i włączać gdzie indziej w
dodatku w odwrotnej kolejności. Jeśli gen mutuje i staje się potencjalnie
szkodliwy – i tutaj mamy systemy zabezpieczające – nasz organizm potrafi takie
geny wyłączać. Obecnie mamy dobrze
poznane 3 sposoby regulacji genów:
1.
Metylacja
– czyli dołączanie grup metylowych.
O metylacji słyszy się ostatnio sporo w
kontekście witamin z grupy B, czy podwyższonej homocysteiny. Grupy metylowe są
potrzebne do produkcji hormonów, neuroprzekaźników itd.. Dziś jednak nie o tym
(o tym kiedy indziejJ).
Grupy metylowe stanowią bowiem coś w rodzaju rygli, które przyłączają się do
określonych genów i blokują ich aktywację. Ich przyłączenie decyduje o tym –
jakie białka komórka będzie wytwarzać, a jakich nie. Enzym, który przyłącza te
grupy to metyltransferaza DNA (DNMTS). Szacuje się, że u dorosłego człowieka aż
2/3 genów posiada takie rygle. Wzorce takiego zablokowanego DNA zostają
przekazane do komórek potomnych. Co ciekawe – zapłodniona komórka jajowa nie
posiada prawie żadnych zmetylowanych fragmentów DNA. W końcu podczas jej
podziałów powstają komórki, które mogą stać się dowolną komórką, a następnie
tkanką. Na wzorce metylacji wpływają w dużym stopniu sygnały pochodzące z
otoczenia. Biochemiczne sygnały z całego ciała są w stanie zmienić te wzorce.
Mówiąc prosto – to co jemy, jak myślimy o sobie, w jakim środowisku przebywamy –
ma bezpośredni wpływ na przyłączanie i odłączanie grup metylowych na naszym DNA
J
2.
Pakowanie
DNA z ogonami – czyli dlaczego to białka histonowe sterują DNA
Aby dokładnie przyjrzeć
się temu procesowi – wejdźmy do wnętrza jądra komórki, gdzie upakowany jest
nasz materiał genetyczny. Tu znajduje się 46 cząsteczek DNA – chromosomów,
które zawierają kod genetyczny. Wszędzie widać też całą masę różnych białek,
które biorą udział w odczytywaniu tego kodu. Gdyby długie nici DNA były
rozplątane – panowałby tutaj niezły bałagan. Jednak tak nie jest – dbają o to
wielkie cząsteczki w kształcie kuli złożone z białek, wokół których jak sznurek
owija się DNA. Tych kul jest całe mnóstwo – zwijają się one jednak na różne
sposoby. Taka skręcona mieszanka białek i DNA nazywa się chromatyną. Owinięta
kula z DNA to nukleonom. Kulę zaś tworzą białka wyposażone w dłuższe i krótsze
białka zwane histonami. Mamy 4 typy histonów, z których dwa mają bardzo długie
ogony – H3 i H4. Na tych ogonach widać różne narośle, które pojawiają się i
znikają. Te narośle to grupy metylowe, acetylowe i inne. Do tych grup z kolei
przyłączają się jeszcze inne białka, które wpływają na aktywność genów. Te
zmiany w białkach histonowych sprawiają, że zmienia się też jego struktura i
DNA może się mniej lub bardziej wiązać. I w ten sposób jakaś grupa chemiczna
może sprawiać, że DNA wiąże się mocniej, co spowoduje wyciszenie jakiegoś genu.
Z kolei po jakimś czasie enzym usunie tą grupę i gen zostanie ponownie
włączony. TO tak w dużym uproszczeniu. Nie wiadomo dziś do końca co steruje
tymi zmianami, jednak na pewno warunki środowiskowe i styl życia odgrywa tutaj
główną rolę.
![]() |
http://www.nature.com/neuro/journal/v13/n11/full/nn.2666.html |
3.
Zmiany
w genomie za pomocą mikro RNA.
RNA to starszy brat DNA, który
różni się tym, że zamiast deoksyrybozy posiada w swojej budowie rybozę i może
występować także w postaci pojedynczej nici (DNA występuje w postaci podwójnej
helisy). To właśnie RNA było materiałem genetycznym pierwszych organizmów na
Ziemi. Dziś RNA znany jest bardziej jako cząsteczka, która przenosi informację
genetyczną z DNA na białka – służy jako matryca do odczytywania kodu. Ale nie
tylko.
Nie tak
dawno odkryto jeszcze inne cząsteczki RNA – tzw. Mikro-RNA. Stanowią one między
innymi zabezpieczenie przed wirusami. Komórka tworzy najpierw dwuniciowy
odcinek RNA, który przypomina materiał genetyczny np. jakiegoś wirusa, który
wtargnął do komórki i chce się w niej rozmnażać. Te fragmenty są niszczone
przez specjalny enzym – DICER, który tnie je na małe kawałki. Te kawałki są
utylizowane w większości, jednak pojedyncze fragmenty mogą się chronić przed
zniszczeniem i łączą z kompleksem białkowym RISC, po czym szukają identycznego
fragmentu w matrycowym RNA. Gdy taki fragment znajdzie – kompleks ten niszczy
tego posłańca mRNA i białko które koduje nie może wówczas powstać. Mikro-RNA
mogą więc wyłączać i ograniczać produkcję poszczególnych białek w komórce. Mimo
iż pierwotnie ten mechanizm był zabezpieczeniem przed chorobą, to w miarę
ewolucji złożone organizmy zaczęły wykorzystywać ten mechanizm do sterowania maszynerią
genetyczną. Ten mechanizm regulacji to
tzw. Interferencja RNA.
Interferencja RNA wykorzystywana
jest między innymi do poskramiania transpozonów, czyli mobilnych fragmentów
genów, które uruchamiane są w sytuacji, kiedy dramatycznie pogarsza się nasza
sytuacja życiowa. Mikro RNA są pewnego rodzaju strażnikami, które odpowiadają
za precyzyjne wyłączanie określonych genów w odpowiedzi na zmieniające się
warunki środowiska. Wielu badaczy uważa, że odgrywają ważną rolę w rozwoju
niektórych chorób. Oznacza to, że sterując procesami regulacyjnymi, moglibyśmy wpływać
na ten rozwój. Skomplikowana teoria.. a jak wygląda to w praktyce?
Hipotetycznie – aby wywołać np.
skuteczną zmianę aktywności genów w przypadku depresji – wystarczy uprawiać
regularnie sport. Aktywność fizyczna wpływa na uwalnianie dopaminy i endorfin,
które skutecznie walczą z depresją. A to oznacza, że to nie geny, ale my sami
decydujemy w dużej mierze, czy będziemy zdrowi i szczęśliwi, czy nie.
Inny przykład wpływania na
ekspresję genów – Jeśli spożywamy dużo cukru – do komórek trzustki dociera
informacja, aby uruchomić produkcję insuliny. Odpowiednie geny zostają
uaktywnione – produkcja insuliny się zwiększa, z kolei sama insulina wpływa na
produkcję wielu innych białek, które są odpowiedzialne wspólnie za upakowanie
glukozy do komórek, co zabezpiecza nas przed wysokim poziomem cukru we krwi i
nadmierną glikacją tkanek. Gdy sytuacja się powtarza – komórka wysyła sygnały
do jądra komórkowego, aby zwiększyć aktywność genu kodującego insulinę, przez
co jej produkcja zostaje zwiększona, aby stworzyć odpowiednie zapasy tego
hormonu. Jest to mechanizm przystosowawczy do danych warunków – diety wysokocukrowej.
Gdy cukru mimo to jest za dużo – uruchamiają się mechanizmy, prowadzące do
wytworzenia kolejnych enzymów, które są w stanie przekształcić glukozę w
trójglicerycy (w dużym uproszczeniu). Zaczynamy odkładać tkankę tłuszczową. Z
punktu widzenia ewolucji – lepiej żebyśmy byli otyli, niż żebyśmy mieli zginąć
szybko z powodu wysokiego poziomu cukru.
Czy więc możemy zrzucać winę na
geny? Czy może raczej na styl życia? Częściowo oczywiście możemy.. i to nie na
same geny, ale na styl życia naszych rodziców i dziadków. Jeśli nie dbali o
siebie – przekazali nam częściowo w spadku mechanizmy regulacji epigenetycznej.
Jeśli nasza babcia jadła duże ilości słodyczy i przez to zmieniła regulację swoich
genów – może nam przekazać to w spadku. Oznacza to, że możemy mieć mniejszą lub
większą wrażliwość insulinową, niż nasi znajomi, których matki i babcie
odżywiały się zdrowo. Ale czy to wyrok? Oczywiście, że nie. Możemy w dużej
mierze wpływać na tą regulację. I poprzez zdrową dietę wyciszać te złe geny,
które zostały wcześniej włączone.
Więcej na temat wyciszania genów za pomocą
odpowiedniej diety, o diecie metylacyjnej oraz o tym, dlaczego chore myszy rodzą
zdrowe w następnej części J
Komentarze
Prześlij komentarz